Skocz do zawartości

"Blaski i cienie opiekuństwa"

  • wpisy
    2
  • komentarzy
    6
  • wyświetleń
    265

O blogu

086abb4063e4e7853097d274f221667d.jpg

Entries in this blog

Hal

Mój pierwszy raz...

Część 1

To był ogromny spontan, rzut na bardzo głęboką wodę i 24 godzin na decyzję i się przygotowanie do wyjazdu. Ze względu na rozpaczliwą prośbę moich pracodawców tj Córki i Wnuka Babci mojej przyszłej a obecnie już podopiecznej, zdecydowałam się pojechać w tak zwane "ciemno" i pojechałam. Jadąc już w autobusie (Sinbad) zmagałam się z różnego rodzaju przerażającymi mnie myślami, które przekraczały moją wyobraźnię o tym jak i co tam na miejscu zastanę i będzie? A to też dlatego, że po raz pierwszy zdecydowałam się na tego rodzaju pracę a zwłaszcza, że był to mój pierwszy tak bardzo spontaniczny wyjazd za granicę, co wcześniej było w ogóle dla mnie nie wyobrażalne by je kiedykolwiek przekraczać. Jednakże i mimo wszystko moje serce mnie pocieszało, że przecież nie może być gorzej aniżeli było z moją Ciocią i Tatusiem i że jakkolwiek by nie było dam radę. Tym bardziej, że już byłam w trakcie podróży do Marburga gdzie mnie z nadzieją oczekiwano, a więc musiałam zacząc w końcu myśleć pozytywnie o tym wszystkim z czym przyjdzie mi się tam na miejscu zmierzyć. Zwłaszcza, że decyzję o tym niespodziewanym i nie planowanym wyjeździe też podjęłam spontanicznie, ponieważ ci ludzie z pochodzenia są Śląskimi Polakami i tym bardziej mnie to zmotywowało by im pomoc w potrzebie, bo i ja także jestem z urodzenia Ślązaczką a że mam taką życiową zasadę, że człowiek człowieka nie powinien zostawiać bez pomocy kiedy jest ona niezbędna a że była i to od zaraz, w natychmiastowym trybie potrzebna opiekunka do Babci z postępującą demencją, cukrzycą i wieloma innymi poważnymi schorzeniami, o których nie miałam w ogóle żadnego pojęcia ale pomimo to wszystko pojechałam. I mimo, że wcześniej opiekowałam się przez jakiś czas moją Ciocią, która też była w bardzo poważnym stanie a także moim Tatusiem ale bez demencji, no więc nie miałam pojęcia co to za schorzenie i jakie są jego objawy. Dopiero na miejscu, okazało się z czym mam do czynienia i czemu muszę podołać by być wsparciem dla schorowanej Babci (89 lat) i by ją dźwignąć do w miarę pozytywnego stanu bycia i życia, po nieprawidłowej diecie i traumatycznym przejściu z racji niewłaściwego się zachowywania poprzednich opiekunek. W związku z czym, pominę dalsze opisywanie byłych opiekunek, bo nie moją domeną jest pisać o kimś kogo nie znam osobiście, a zatem skoncentruję się na moich własnych doświadczeniach w związku z tą pracą i ludźmi, których było dane mi poznać. A więc, kiedy już dotarłam na miejsce a lał tego dnia niesamowicie deszcz i gdy wysiadłam z autobusu prosto w wielką kaużę, okazało się że od ponad godziny czekali na mnie (Córka z Wnukiem, moi pracodawcy) w samochodzie by mnie odebrać i zawieść do domu Babci, czyli do mojego miejsca pracy. I muszę powiedzieć, że bardzo mile mnie przywitali :) chociaz byli ogromnie zdruzgotani poprzednimi opiekunkami, które niemal ich wszystkich doprowadziły do rodzinnej tragedi :( której musiałam stawić czoło i dziś mogę być z siebie dumna, że dałam radę samodzielnie z tej toni wypłynąć na powierzchnię i dobić do brzegu tj zmuc się, z tymi wszystkimi przeciwnościami z jakimi tam na miejscu się spotkałam, co też sprawiło że z przyjemnością znów tam niebawem pojadę by zmienić moją zmienniczkę. Bardzo serdecznie Was Wszystkich pozdrawiam z Marburga, obecnie z domu :) 

21013253_331795410598975_1632847777_n (1).jpg

Hal

Kochani...

Dzisiejsze trudy życia, dotyczą każdego z nas, bez względu na osobę i jej wiek. Również, miejsce na ziemi nie ma znaczenia ani też bogactwo, czy niedostatek. Po prostu, każdy z nas musi o nie każdego dnia walczyć by zwyciężyć, wszelkiego rodzaju słabości i jego przeciwności. Wiele zależy od naszego, do niego podejścia jak też i do drugiego człowieka. Chociaż nie zawsze, mamy na wszystko pozytywny wpływ, mimo naszych dobrych chęci. A to dlatego, że świat rządzi się swoimi (rzekomymi) prawami, które są często z prawdziwym prawem na bakier. W związku z czym, często ponosimy porażkę, której także musimy w naszej niełatwej codzinności stawiać czoło, by przetrwać i niezatracić siebie. Dlatego też, bardzo ważne jest by się wzajemnie wspierać i bezinteresownie pomagać, w najtrudniejszych jego sytuacjach. Ponieważ, nigdy nie wiemy w jakiej sytuacji sami się znajdziemy i wtedy będzie niezbędna pomoc zewnątrz. A zapewniam Was, że karma wraca i to w niespodziewanym momęcie. Toteż, nigdy nie zostawiajmy nikogo, kto tej pomocy będzie od nas potrzebować. A zatem, traktujmy drugiego człowieka tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani. To byłoby tyle, na mój pierwszy wpis na moim nowym blogu, który tu pragnę prowadzić ku naszemu wspólnemu dobru. Również, zapraszam Was :) do czytania moich starych blogów, które prowadzę na blogspot: http://serca-glos.blogspot.com/ z góry dziękuje, za odwiedziny na moich blogach i pozdrawiam Każdą i Każdego z Was bardzo serdecznie, życząc dobrej i spokojnej nocy. Dobranoc... Halina

Ja w Ogrodzie Botanicznym w Marburgu

20953296_1851970021784096_731079760118132601_n (1).jpg

×

Masz wiadomość z forum opiekunek!

Dołącz do najpopularniejszej grupy Opiekunów, by otrzymywać najnowsze agencyjne lub prywatne oferty pracy, mieć dostęp do klubów i mapy Opiekunów oraz być na bieżąco z najnowszymi dyskusjami i poradnikami. 

Zarejestruj się