Skocz do zawartości
  • wpisy
    2
  • komentarze
    3
  • wyświetleń
    187

Powitanie

Maria Jolanta

289 wyświetleń

Najmilsze powitanie czekało mnie na pierwszym adresie.

Pudełko czekoladek i karteczka po polsku z powitaniem i życzeniem miłej pracy. Karteczka napisana przez Polkę, znajomą jednej z córek, ale byłam pod wrażeniem że komuś się chciało. Pokój nieciekawy, dostosowany dla opiekunki, nowe łóżko i pościel, nowa komoda, ale reszta to już widać że wiekowa. Usiłowałam doprać wykładzinę ale nie udało mi się, tylko plamy się zrobiły jaśniejsze. I większe. Za malowanie brudnych tapet nawet się nie zabierałam.

Podopieczna, nazwijmy ją Gosią, inkortynentna, poruszająca się przy chodziku lub na wózku. Niestety pierwsze piętro więc byłyśmy uwiązane w domu. Zresztą Gosia i tak by nie chciała nigdzie wyjść. Była strasznie leniwa, samolubna i marudna. Podobno depresyjna ale ja nic nie zauważyłam. Poza marudzeniem miała poczucie humoru i w tej mieszance budziła moją sympatię. Polubiłam ją dość szybko, chyba z wzajemnością ale i tak nie byłam dla niej ważna. Ani ja, ani  jej córki ( z którymi wiecznie się kłóciła ) nie byłyśmy ważne. Ważny był dla niej wyłącznie jej mąż !

Lubiłam na nich razem patrzeć bo widok był fajny. Jej niezbyt ładna i niezbyt sympatyczna twarz dosłownie stawała się piękna gdy patrząc na męża uśmiechała się. Pierwszy raz w życiu widziałam że miłość naprawdę uskrzydla ! Co nie przeszkadzało Gosi wykorzystywać męża niesamowicie. Była zaborcza aż do przesady. Przekraczała wszystkie granice przyzwoitości. Potrafiła zrobić awanturę córce bo za długo z ojcem rozmawia przez telefon. Mąż po operacji na raka, osłabiony, stracił 20 kilogramów ale dla niej to było nieważne. Przyzwyczaiła się że to ona jest chora i to ona wymaga opieki i tego również wymagała od męża. Ja miałam ich oboje od tego powstrzymywać. Ciężko było bo czasem cichcem mąż zmieniał pampersa ( a miał niegojącą się ranę brzucha ) mimo że Gosia ważyła więcej od niego samego. Również męża dziwne poczucie czystości było problemem. Zmoczone prześcieradło, getry czy koszulę suszył na kaloryferze albo suszarką do włosów. Niby przyznawał mi rację że lepiej wyprać ale jak przyszło co do czego to twierdził że nie ma 20-stu prześcieradeł, koszul czy getrów. Więc musiałam cichcem podmieniać ubrania i wrzucać nieświeże do pralki.  Gosia lubiła czystość i świeże ubrania. Za to nie lubiła się kąpać a szczególnie myć włosów. Kombinowała jak koń pod górę by jakoś przesunąć na później kąpiel, a później mówiła że już za późno, że jutro. A "jutro" znów było to samo. Czasem pozwalałam jej się wymanewrować ale pilnowałam żeby przynajmniej te dwa razy w tygodniu jednak się wykąpała. Na mycie głowy dwa razy w tygodniu nie było szans. Takie proszące minki stroiła, tak się zabawnie skarżyła, przekomarzała że odpuszczałam. A ona oddychała z ulgą i puszczała do mnie oczko. Pierwszy raz widziałam kogoś samolubnego i marudnego kto jednak budził sympatię. Dość szybko tradycją stało się w niedużej łazience że jak miała okazję to blokowała mi nogi łapiąc ręką za brzeg wanny. A ja już tradycyjnie jak bocian podnosząc wysoko nogi oswobadzałam się i obie śmiałyśmy się z tego. No chyba że zdążyłam się przesunąć wcześniej co również było powodem do wspólnego śmiechu.

Jak już pisałam - Gosię mimo jej wad polubiłam serdecznie. Męża nie. Córki natomiast odwrotnie. Kochały ojca i to okazywały, natomiast z matką kłóciły się i wyraźnie po prostu jej nie lubiły. Pewnie były ku temu powody, wierzę w to bo poznałam Gosię dość dobrze. Miałam też wrażenie że mąż traktuje mnie jak idiotkę bo nie rozumiem co do mnie mówi a wiem że czasem specjalnie mówił dialektem. Natomiast Gosia mówiła do mnie wyraźnie, unikając dialektu. A sporo ją to kosztowało bo normalnie mówiła dość bełkotliwie, przez telefon często bywała niezrozumiała przez rozmówców. Czasem powtarzała jakieś słowo kilka razy zanim udało się jej powiedzieć wyraźnie. Tym bardziej to ceniłam.

Żegnając się wyściskałam Gosię i z rozpędu podeszłam wyściskać męża ale natychmiast się poprawiłam i tylko wyciągnęłam rękę na pożegnanie.

 



3 komentarze


Rekomendowane komentarze

Każdy z nas ma inne powitania,,inaczej jest przyjmowany ,,inaczej patrzy na wszystko,,moje powitania zawsze prawie takie same ,,żadnych czekoladek ,kwiatków i uważam ,że bardzo dobrze,,bo to by było włażenie w tyłek przed czasem,,wiem jacy są i dziękuję im,że się nie wysilali,,ale zawsze z uśmiechniętą buzką witalam i witam moich nowych PDP,,przedstawiam się itd, raczej pokój zawsze mam do przyjęcia i warunki tak samo,,w ogóle warunki moje mieszkaniowe to apartamenty,piętra,osobna lazienka , telefon w pokoju, tv, internet ,,jakie meble to nie ważne ,aby było miejsce na laptop i dobre łóżko,,resztę zawsze można ogarnąc,,nie mam wymagań ,,też przeważnie na samym początku pytam się moich PDP jak mogę sie do nich odzywać,,jak do tej pory po imieniu i super się z tym czuję i widzę ,że wszyscy moi PDP też są zadowoleni,,

@Maria Jolanta bardzo szczegółowo i fajnie opisałas swoje miejsce ,,ale byś tam nie wróciła ,,

Ja teraz co wyjazd mam powitania ,,nowe powitania,,nie ma stresa ani stracha,,jestem ciekawa co następnym razem mi się przytrafi,,czy podołam i czy będzie tak jak do tej pory czyli zero problemów ,,zero telefonów do firmy, zero narzekań do rodziny, zero w ogóle jakichkolwiek pretensji,,,,aż za nudno ,,naprawdę,,, a jakiego koordynatora tutaj mam ,to nawet nie chcę wiedziec,,bo i tak w niczym mi nie pomoże w razie cóś,,,,

Ale jeszcze wrócę do powitań,,,najlepsze powitania z synkami PDP na dworcu,,trafiają mi się sami przystojni,,ja w końcu też jestem nazywana atrakcją:hahaha:  a mmnie nie trzeba szukać bo widac z daleka ,,nigdy nie jestem ciemno ubrana mimo busa czy autobusa ,,także rzucam się w oczy,,może mnie ktoś namierzy ? cichaczem ? puk puk stuknie mnie w plecy i się spyta-Blondi? hahahha na szczęscie jest dużo blondynek w opiece,,hahahha  oj tam ,,trochę pożartowałam ,,,,

  • Lubię to 2

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Tak to już jest, że często pozory mylą i dopiero kiedy doświadczamy codzienności, okazuje się że jest całkiem inaczej aniżeli było na samym wstępie. Dlatego, najlepiej jest odczekać z jakimikolwiek ocenami danych miejsc i osób, z którymi w czasie będziemy miały do czynienia w naszej pracy. Również i ja, za moim pierwszym razem odniosłam nieco mylne spostrzeżenia o moich pracodawcach i co do samej podopiecznej, która była całkiem w porządku pomimo wieku (89 lat) i jej schorzeń, co sprawiło że ją bardzo polubiłam i całkiem miło nam się ze soba przebywało :) Który to stan sprawił, że się obie do siebie bardzo przywiązałyśmy i teraz z utesknieniem czekam na mój kolejny do niej wyjazd, czyli do listopada. Obecnie jestem w domciu, ale myślami i sercem jestem też z moją Babcią :) tak sobie ją, za jej oczywiscie przyzwoleniem przysposobiłam. Jej córka i wnuk, też nie mieli nic przeciw a więc mogę powiedzieć, że trafiłam dobrze z czego jestem bardzo zadowolona. Oczywiście, jest kilka kwesti z którymi muszę się jeszcze dogadać z moimi pracodawcami, no ale myślę że jest to możliwe i że nie będzie żadnych przeszkód by je urzeczywistnić. Cieszę się też, że trafiłam tu pomiędzy Was Drogie Panie :) Bo mimo własnych już doświadczeń, mogę się wiele od Was nauczyć, za co bardzo dziekuje i serdecznie Was pozdrawiam... :) Halina 

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza

Nigdy nie licze na wylewne powitanie. Starsi ludzie sa zestresowani faktem, że obca osoba zamieszka z nimi na jakiś czas. Pewnie myślą, że zburzy im ich rytm i zakłóci spokój . Nie małam jakichś złych sztel ale bez wiekszych uwag mogę je zaakceptować. Tu gdzie jestem obecnie zaczełam 3-ci rok to we wrzesniu mam rocznice rozpoczęcia pracy . Przyjechałam do opieki osoby, ktora była w tym czasie w szpitalu . Przyjechałam dzień wcześnie niz jej powrót do domu . Mąż podopiecznej przywitał mnie a drzwiach a za krótka chwilkę zbiegła córka z góry i wskazała mi mój pokój w ktorym mialam zamieszkać 6 tygodni . Zaskoczka :) była kompletna . Na stole na tacy stały napoje, owoce i słodyczę. Z boku stał koszyczek z kapciami, ręcznikami i srodkami kosmetycznymi . ,Co najważniesze na stole leżał kalendarz a w nim wpisany klucz internetowy , numery telefonów do rodziny, lekarza, pogotowia, apteki , pani która sprząta i do sasiada gdybym potrzebowała pomocy. Pokój jak pokój przeciez mi nie dobudują nowego ale czysty , schludny z wyjściem na taras . Zegnam sie z nimi co jakiś czas, gdy jadę do domu. Z domu nigdy nie dzwonię i nie pytam o zdrowie czy pracę zmienniczki . W tym mam żelazną zasadę i jej przestrzegam . Na następny dzień wróciła podopieczna i tak rozpoczęłam pracę .

Podziel się komentarzem


Odnośnik do komentarza
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Dodaj komentarz....

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Only 75 emoticons maximum are allowed.

×   Twój link został automatycznie osadzony jako film..   Wstaw jako zwykły link

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Reklama:



×

Masz wiadomość z forum opiekunek!

Dołącz do najpopularniejszej grupy Opiekunów, by otrzymywać najnowsze agencyjne lub prywatne oferty pracy, mieć dostęp do klubów i mapy Opiekunów oraz być na bieżąco z najnowszymi dyskusjami i poradnikami. 

Zarejestruj się